21 czerwca 2022

Co dalej, komisarzu Stompor?

Sporo ponad dekadę temu na świat przyszedł komisarz Emil Stompor. Czytelnicy do dziś mieli okazję spotkać się nim już pięciokrotnie*. Teraz coraz częściej słyszę pewne, dość trudne pytanie. Mianowice: co dalej z serią i bohaterem serii astronomicznej.A zatem co dalej komisarzu Stompor?   

Literatura popularna i listy bestsellerów rządzą się pewnymi prawami. I tak jak w przemyśle filmowym da się zauważyć popularność seriali, to nikt nie zaprzeczy, że w kategorii powieści kryminalnej prym na listach bestsellerów wiodą serie z odpowiednio skonstruowanym bohaterem. Ba! Dziś trudniej znaleźć szanującego się pisarza „kryminalistę”, który nie miałby w dorobku przynajmniej jednego, czystej krwi seryjnego bohatera. Czy wobec tego, Aleksander Sowa miałby być gorszy? 

Podobno 1/3 czytelników uwielbia serie

Marek Krajewski ma Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego. Pani Bonda cykl z Hubertem Meyerem oraz Saszą Załuską. Zygmunt Miłoszewski zdobył serca czytelników Zofią Lorentz i trylogią z prokuratorem Teodorem Szackim. Oczywiście wszystkich w tym gronie przebija Remigiusz Mróz z czternastotomowym piętnastotomowym (!) cyklem z Chyłką, a także serią o Forście… Zaorskim… Wernerze… i Gerardzie Edlingu. Mógłbym robić tu reklamę konkurencji, cykli jest naprawdę sporo.


Pisanie książek to praca, a wydawanie to biznes. Opłaca się mniej albo bardziej, ale w gruncie rzeczy chodzi o sprzedaż. Autor, pisząc serię, zatrzymuje czytelnika na dłużej, odbiorca zgłębia historię bohatera (lub bohaterów) intensywniej, a wydawca i księgarz cieszy się, bo pakiety na półkach prezentują się świetnie. Komplety zawsze sprzedawały się jak świeże bułeczki. Tym bardziej że książka wciąż uznawana jest jako doskonały prezent. I dobrze. I dlatego czytelnicy oraz wydawcy kochają cykle z tym samym bohaterem. Niektórzy autorzy trochę mniej, ale o tym później.  Ja nie narzekam. 

Odpowiedni bohater jest najefektywniejszą lokomotywą fabuły. Nie zapomnę Clarice Starling, Willa Grahama oraz doktora Hannibala Lectera z powieści Thomasa Harrisa. Pamiętam Salander i Blomkvista. Przyznaję, choć z pewnym zdziwieniem, że pamiętam też o kapitanie Żbiku. No, ale rzeczywistość była inna. Sporo lat minęło, jestem ponad czterdziestoletniemu mężczyzną, a jednak Tomasz NN, bardziej znany, jako Pan Samochodzik też jakoś nie znikł. No cóż, jak powiedziałem… wszyscy kochamy cykle i serie, niezależnie od czasów. Era Netfliksa i HBO GO jedynie to potwierdza. 

Serie kradną serca czytelników

Stworzenie fascynującego bohatera nie jest łatwe. Rzecz komplikuje się dodatkowo, jeśli kreujemy go wielotomowo. Idealny bohater przecież powinien się zmienić. I chociażby to trudno pogodzić z serią. A do tego dobrze byłoby, gdyby nie musiałaby ona być czytana chronologicznie. Problemów jest więcej. Wiek, doświadczenia, przeszłość – o tym wszystkim trzeba pamiętać, aby postać była spójna i wiarygodna. Temat ten wykracza poza granice wpisu, to problemy sticte pisarskie, zajmijmy się moim bohaterem, nieco knąbrnym komisarzem (przy czym mnie w każdym tomie) Emilem Stomporem.   

Emil Stompor „urodził się” w mojej pierwszej powieści kryminalnej.  Do czytelników trafił pod koniec roku 2010. Stompora powołałem do życia kilka miesięcy wcześniej, w powieści pt. „Era Wodnika”. Zalążkiem opowieści był pomysł na mordercę. Do złoczyńcy potrzebowałem oponenta. Pisarz powiedziałby — antagonisty. Nazwisko wymyśliłem, cechy również, imię zaczerpnąłem od kolegi z ówczesnej pracy. Bohatera wymyśliłem na potrzeby jednej powieści. Nie wiedziałem, że będzie pierwszą częścią serii. Nie wiedziałem, że będzie seria. Cóż, życie pisze inne scenariusze. 

Seria… nie miała być serią!

Wydając „Erę Wodnika”, zupełnie nie planowałem. Po prostu napisałem kryminał. A kiedy okazało się, że dopisanie kontynuacji może być niezłym pomysłem Stompor powrócił na powieściowych kartach w kryminale pt. „Punkt Barana”. Był rok 2017. W mojej głowie zaczął kiełkować pomysł, by napisać trzecią część. Jesienią 2018 roku skończyłem pracę. Wybrałem tytuł „Gwiazdy Oriona”, znalazłem wydawcę. I w 2019 roku miałem już trzy powieści z tym samym bohaterem. A to oznaczało już pełnowymiarowy, trzytomowy cykl powieści kryminalnych z detektywem Emilem Stomporem. 

Jako że wszystkie tytuły („Era Wodnika”, „Punkt Barana”, „Gwiazdy Oriona”) nawiązywały do astronomii, zdecydowałem, że będę je promował jako „serię astronomiczną”. Uznałem, że to oryginalny pomysł, który może trafić w serca odbiorców. Rok później, w 2020 roku wydałem „Czas Wagi” i czteroczęściowy cykl zaczął być rozpoznawalny wśród czytelników, jako seria z Emilem Stomporem. W roku 2021 pojawiła się piąta część, pt. „Wenus umiera”.  A niebawem pojawi się wydawcy tom szósty.

Czy szósty tom będzie ostatnim?

Pierwsza część rodziła się w bólach. Wolałbym o tym zapomnieć. Została wydana w internetowym wydawnictwie (nie vanity!), po fatalnej redakcji i wyłącznie jako e-book. W celach promocyjnych pojawiło się 100-150 (nie pamiętam) drukowanych egzemplarzy, ale niczego one zmienić nie mogły. I nie zmieniły. Książka nic nie osiągnęła, poza kilkoma krytycznymi  recenzjami, a te kilkadziesiąt egzemplarzy dziś jest świadectwem, jak nie pisać. A raczej, jak nie wydawać. Przepraszam za nie i przyznaję, że sporo mnie to nauczyło. I dobrze. Dziękuję, jest za co. Należy wyciągać wnioski z błędów.

Postanowiłem zadziałać samodzielnie. Poprawiłem tekst, zaprojektowałem okładkę. „Era Wodnika” przeszła redakcję. (Nawiasem mówiąc, w tamtym czasie bardzo intensywnie działałem jako autor niezależny). Książkę wydałem  raz jeszcze, już bez wydawcy. I w nowym wydaniu odebrano ją o wiele lepiej, co skłoniło mnie do napisania wspomnianej kontynuacji pt. „Punkt Barana”. Ukazałaby się ona kilkanaście miesięcy szybciej, lecz temat się ślimaczył. Zresztą byłem o mały włos od umowy z dużym wydawcą. Ostatecznie dobrze się stało. Wydałem ją samodzielnie, a potem skończyłem z selfowaniem.

To koniec, komisarzu Stompor.

Self-publishing mnie zmęczył, czego nie ukrywam. W tamtym czasie miałem poczucie, że nic więcej na tym polu nie osiągnę. Wydawnictwo LIRA wydało „Gwiazdy Oriona”, a potem dwie następne części serii astronomicznej z Emilem Stomporem („Czas Wagi” i „Wenus umiera”). Niewykluczone, że wydane wcześniej samodzielnie części mojej serii, („Era Wodnika” oraz „Punkt Barana”) pojawią się kiedyś w nowych wydaniach nakładem tego właśnie wydawnictwa, ale niczego obiecywał nie będę. To plany na dalszą przyszłość. Bliższa jest taka, że oddałem kolejny tom. To oznacza, że szósta część serii astronomicznej niebawem stanie się >> faktem dokonanym<< (cytauję Gombrowicza) pod tytułem Wielki Pies”. Premierę zaplanowaliśmy na trzeci kwartał i wierzcie mi, ogarnia mnie trema. 

Mówimy o części szóstej, wkrótce o niej napiszę. Prawdopodobnie wydam jeszcze jeden tom z Emilem Stomporem, będzie to jednak ostatnia, siódma część, która definitywnie zakończy cykl. Co będzie po Emilu? Na razie nie wiem, niczego nie zdradzam. Możliwe, że zacznę nowy cykl. Nie wykluczam powiązań z Emilem. Zobaczymy. Bardzo prawdopodobne, że „nowy” Emil będzie… kobietą. Możliwe, że miejsce akcji będzie tym razem bliższe mojemu sercu. Na pewno cykl zaplanuję inaczej niż serię z Emilem. A dlaczego? Po odpowiedź zapraszam tu niebawem. Zostańcie ze mną. Tymczasem zaczynam stukać w klawisze. Głównie dlatego, że aby napisać książkę, należy trzymać się najważniejszej zasady. 

Należy pisać, po prostu >>>.  

---

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Co dalej, komisarzu Stompor?

Sporo ponad dekadę temu na świat przyszedł komisarz Emil Stompor. Czytelnicy do dziś mieli okazję spotkać się nim już pięciokrotnie* . Teraz...