19 czerwca 2018

Idealny tytuł dla książki

Nie tylko ja stanąłem przed tym problemem i nie po raz pierwszy zresztą. Jak dobrze zatytułować książkę, jaką niebawem wydam?

Okazało się, że niektóre dobrze dziś znane książki mogły się zupełnie inaczej nazywać. Dla przykładu jedna z najlepszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałem, „Rok 1984” Orwella miała zostać wydana jako „Ostatni człowiek w Europie”. Dowiedziałem się też, że Dostojewski rozważał tytuł „Pijaniutcy” zamiast „Zbrodni i kary”, a jego „Idiota” miał być znany,  jako „Myszkin”.   

Wiktor Hugo po trzech latach pisania powieści „Nędze” zmienił tytuł na „Jean Tréjean”. Dopiero sześć lat później swojej najsłynniejszej powieści nadał dziś znany tytuł „Nędznicy”.  Pewnie niektórzy z Was zapamiętali krajowe przykłady? Bo, przecież mieliśmy mieć „Mezalians” zamiast „Nad Niemnem” Orzeszkowej,  „Schematy”, a nie „Granicę” Nałkowskiej i „Trzy pokolenia” zamiast „Lalki” Prusa. 

Muzyka z zaświatów” Grahama Mastertona miała być „Wenecką kukułką”, a napisaną przez Katarzynę Grocholę z Dorotą Szelągowską „Makatka” podobno pierwotnie nazwano „Warkoczem z pępowiną”. Co tam jednak tytuł roboczy. Marek Hłasko poszedł o krok dalej. Zmienił tytuł swojej pierwszej powieści (w odcinkach) pt. „Głupcy wierzą w poranek” już po jej opublikowaniu. I teraz mamy „Następny do raju”.  

U mnie nie było inaczej. O tym jednak być może innym razem, bo problem jest tu i teraz. Dla poradnika skierowanego do samodzielnie publikujących autorów, który ukaże się prawdopodobnie we wrześniu tego roku wciąż mam tylko tytuł roboczy. Książka jest po redakcji, korekcie i składzie, a ciągle z wydawcą mamy wątpliwości co to tego, czy „Poradnik selfa” jest wystarczająco dobrym, odpowiednim tytułem. 

Temu tematowi poświęcam jeden z jego rozdziałów (patrz z lewej). Jaki tytuł jest dobry? Doszedłem do wniosku, że jest kilkanaście cech, jakie czynią go idealnym. Przynajmniej teoretycznie. Na pewno musi być ciekawy i intrygujący oraz powinien bezpośrednio odnosić się do treści. Czytelnik, patrząc na okładkę, (tytuł) powinien od razu domyślać się, że książka to romans, horror, kryminał, poradnik albo książka podróżnicza. 

Jeśli ktoś szuka kryminału, a znajdzie romans prawdopodobnie będzie zły, a nie zainteresowany. A tytuł powinien przyciągać, a nie denerwować. Bezwzględnie musi zainteresować potencjalnego odbiorcę. Dlatego warto umieścić w nim pewne słowo-klucz. Dla poradników to słówko „jak” lub inne, związane z tematem (np. „self-publishing” dla poradnika skierowanego do samopublikujących autorów).  „Morderstwo” jest dobre dla kryminału, „spotkanie” dla romansu i tak dalej. 

Tytuł powinien być krótki. Czytelnik łatwo go zapamięta. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że go nie zapomni. Jednak od tej reguły istnieją wyjątki, przeczytasz o ich w mojej książce. Przeczytasz również o tym, że tytuł tworzy się, biorąc pod uwagę SEO. Zakładając sprzedaż w międzynarodowych księgarniach (np. Smashwords) należy unikać polskich tworów typu „Zażółć gęślą jaźń”, bo efekt jest opłakany. 

Dobierając tytuł do książki, warto śledzić to, co się dzieje w branży. Przecież listy bestsellerów zapełniają się takimi tytułami jak „Dziewczyna mojego brata”, „Zaginiona dziewczyna”, „Dziewczyna z pociągu” i wieloma innymi powieściami ze słówkiem „dziewczyna” w tytule. O „Dziewczynie, która igrała z ogniem” nie wspomnę.  To oczywiście tylko pewne przykłady. Mój wpis to nie książka i tylko sygnalizuje temat. 

Ważne, że określenie „idealnego tytułu” czasem wymyka się z szufladki. Dlatego wszystko, co tyczy się idealnego tytułu, trzeba traktować z pewnym przymrużeniem oka. Zawsze przecież istnieje jakiś nieprzewidziany czynnik, nieodkryty pierwiastek. Wymyślając tytuł dla książki, warto jednak przeznaczyć trochę czasu i przemyśleć jak najwięcej ewentualnych konsekwencji wyboru, by nie żałować. 

Więcej na temat tworzenia „idealnego” tytułu przeczytasz w moim poradniku, który niebawem pojawi się w oficjalniej przedsprzedaży. Już teraz zapraszam do zapisania się na newsletterprzez który poinformuję o premierze. Dziś, kończąc, pozwolę sobie zacytować mistrza. Według mnie świetnie wywiązał się z zadania stworzenia idealnego tytułu, dla swojej, genialnej powieści. Możemy się tylko uczyć. 

 „– A więc coś cię obudziło. Co? Coś ci się śniło? Co to było?
– Obudziłam się i usłyszałam krzyk owiec. Obudziłam się w ciemności i gdzieś obok przeraźliwie beczały owce. (...)
 – Nadal budzisz się czasami w środku nocy, prawda? Budzisz się w kamiennej ciemności i w uszach masz krzyk owiec?
 – Czasami.
 – Sądzisz, że jeśli uda ci się własnoręcznie złapać Buffalo Billa i uratować Catherine, to owce umilkną. Sądzisz, że je także uda się uratować i nie będzie budzić cię po nocy ich krzyk? Tak? Clarice?
 – Tak. Nie wiem. Może.”*
*Thomas Harris, Milczenie owiec (ang. The Silence of the Lambs), 1988 r. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Zobacz, jak nas oszukują wydawcy

Niedawno pisałem o tym, dlaczego obecnie książki są dłuższe , niż jeszcze kilkanaście lat temu, upatrując w tym spisku żądnych wielkich pie...