26 grudnia 2018

Książka pod choinkę to nietrafiony prezent

Koniec grudnia to czas, kiedy wielu z nas obdarowuje bliskich prezentami. Dla jednych to duża przyjemność, inni decydują się na zakup prezentu pod przymusem, bo dawać (albo dostawać) prezentów nie znoszą. Tak czy inaczej, dla jednych i drugich, książka w prezencie, jest jednym z najczęstszych wyborów. 


Czasem pokłosiem kultywowania tego, raczej miłego zwyczaju, jest jednak niesmak.  Pojawia się on u obdarowanego albo obdarowującego. Wspólnym mianownikiem jest czas jego wystąpienia: występuje najwcześniej po odpakowaniu. Potem, kiedy przypomnimy sobie, że prezent kurzy się na półce.  No, ale tak na zwykłą logikę, zdrowy rozsądek, to przecież jasne. Mamy miliony tytułów, tysiące autorów. Trzeba naprawdę dobrze znać obdarowanego, by wybrać ten konkretny, dobry tytuł. A i tak nie mamy pewności, czy książka zostanie przeczytana (a najprawdopodobniej nie!), ale o tym zaraz.

Dotarłem do wyników pewnych badań. Zbadano gusta i guściki w 17 krajach świata, wśród których oprócz Polski była również Wielka Brytania, Francja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja, Szwajcaria, Niemcy, Luksemburg, Belgia, Holandia, Dania, Finlandia, Ukraina, Rosja oraz RPA. Badanie dotyczyło opinii, a nie analizy faktycznych zachowań. Można zaryzykować karkołomne stwierdzenie, że dla Polski, to reprezentatywna – powiedzmy, światowa próba. I nie wdawajmy się w szczególiki, ponieważ…

Czterech na dziesięciu książkę daje i dostaje, ale...

Badania wskazują, że książka jest jednym z najczęściej kupowanych prezentów. Oględnie rzecz biorąc, jest to też zwyczaj międzynarodowy. U nas, aż 41% respondentów stwierdziło, że to książkę wybiera na prezent. Co jeszcze ciekawsze, prawie tyle samo zadeklarowało (42%), że książkę chce dostać! Książka, jako prezent na święta prawie wszędzie wygrywa. Tylko w Rosji częściej daje się perfumy i kosmetyki oraz w RPA i na Ukrainie (gdzie częściej się daje słodycze).


Nie ma w tym niczego dziwnego. Książka to prezent uniwersalny, praktyczny i gustowny. Można dać mężczyźnie, kobiecie, nastolatkowi i dziecku. Mówi się, że grudzień dla „branży” jest tym samym, czym dla rolników są żniwa. A, że właśnie mamy Święta, więc dla każdego, kto jest związany ze światem książki (jak ja na przykład!), takie newsy powinny być miodem na serce. Powinny, ale nie są. Niestety. Bo, według mnie, książka pod choinkę (i w ogóle w prezencie) to bardzo zły pomysł. 

Trochę dziwne stwierdzenie, jak na kogoś, kto pisze i wydaje, prawda?  Wiem, ale mam przed oczyma wyniki innych badań. One mówią, że w ostatnim roku (2017) jedynie 38% Polaków przeczytało, co najmniej jedną książkę. A to oznacza, że pozostałe 62% nie przeczyło ani jednej. Wyobraźmy sobie, że patrzymy na dziesiątkę różnych ludzi na przystanku. Wszyscy czekają na jakiś autobus albo tramwaj, ale co najmniej sześciu nie przeczytało ani jednej książki przez 365 dni. Ani jednej w roku. Myślicie, że byliby z książki zadowoleni, gdyby dostali taką w prezencie? Po co im ona? Do czego?

Większość Polaków nie czyta książek

Tak, powiecie: brak nam czasu, mało zarabiamy, a książki są zdecydowanie za drogie. Hm.. .Owszem. Możliwe. Pocieszam się, że może więc będzie (prze)czytana właśnie ta jedna w roku, jedyna, książka sprezentowana na święta? Więc może nie taki zły ten pomysł na prezent? Bardzo możliwe, bo 15% Polaków czyta w roku właśnie jedną-dwie książki, a tylko 5% więcej niż siedem. Tych, którzy czytają więcej niż dwie książki miesięcznie, jest zaledwie 2%. Dokładnie 2,2%. A reszta? Już pisałem. Czekają na autobus czy tramwaj, żyjąc w nieświadomości istnienia równoległych, literackich światów.

To tym smutniejsze, jak wypadamy na tle innych. A wypadamy słabo, baaardzo (co zresztą potwierdza się na wyborach). I nie mam tu na myśli mieszkańców Szwecji, Holandii czy Luksemburga, gdzie odpowiednio 90, 86 i 80% społeczeństwa czyta w roku, przynajmniej jedną książkę. Mówię o całej, cywilizowanej reszcie, bo w Europie mniej od nas czytają tylko Rumuni (30% czyta, co najmniej jedną książkę w roku). Przeciętny Czech czyta średnio ponad 17 książek rocznie (79% przynajmniej jedną w roku). Wśród Niemców 45% przyznaje, że sięga po książkę, co najmniej raz w tygodniu.

Ciągle słyszę biadolenie, jak to w Polsce mało się czyta. Podejmowane są interesujące kampanie społeczne, które najprawdopodobniej nic nie przynoszą, poza wydaniem czyichś (czytaj: podatników) pieniędzy. Politycy licytują się listami lektur, które w większości i tak młodego człowieka zniechęcają do czytania i odpychają od książek. A im, w starciu z Internetem czy na przykład grami komputerowymi, czy grami wideo i tak nie jest lekko. Prawda jest taka, że wśród nas, czytelnictwo nie jest zakorzenione.

W Polsce kultura czytania nie jest zakorzeniona

Nie ma się co dziwić. Historycznie rzec biorąc, z totalnym analfabetyzmem panującym w społeczeństwie uporaliśmy się, jako naród i państwo dopiero niedawno. Dziadkowie znacznej części Polaków nie czytali i nie pisali. Ledwie potrafili się podpisać. Znali pacierz, wiedzieli, gdzie jest kościół oraz plebania i że trzeba pracować. Tak było prawie wszędzie jeszcze pół wieku temu. Tak jest jeszcze gdzieniegdzie do dziś. No prawie. Powiedzcie sami, gdzie tu miejsce na kulturę czytania?


Dlatego w ogólnonarodowym wymiarze jest ona u nas dość płytko zakorzeniona. W ostatnich latach dokonała się do tego rewolucja medialna, której wynikiem jest spadek czytelnictwa. Gwałtowne rozszerzenie się oferty radiowej i telewizyjnej oraz upowszechnienie się Internetu wyparło książkę. Pomijam już fakt, że ten ostatni przejął również część funkcji książek, radia i telewizji. Jest on dziś podstawowym źródłem informacji, rozrywki, podręcznikiem, encyklopedią, sklepem i biblioteką.

Stało się tak, ponieważ kultura czytania nie była zakorzeniona. Nauczono nas czytać niedawno. W krajach gdzie prowadzi się politykę mądrzej i wcześniej rozwiązano problem analfabetyzmu, wciąż czyta się bardzo dużo (Skandynawia, Czesi). A tam, gdzie z analfabetyzmem nie potrafiono sobie poradzić nawet w końcu XX wieku, nadal się prawie nie czyta. U nas, niestety, nie kształtuje się nawyku czytania. Rodzice rzadko czytają dzieciom, książki-pamiątki (po rodzicach, dziadkach) należą do rzadkości. Jeśli już są, jest to „Biblia”, katechizm lub ewentualnie, modlitewnik.

W Europie tylko Rumunii mniej od nas czytają 

Uogólniając, Polska i Polacy na tle innych narodów Europy to naród… Brakuje mi odpowiedniego słowa. Nie chcę nikogo urazić, więc napiszę tylko… To naród nieczytający i żyjący bez książek. A książki powinno się czytać. Głownie po to, by rozumieć, jak się mało wie. Czytamy je, aby zrozumieć, kim jesteśmy. Kim możemy się stać. Dom bez nich jest, jak lato bez słońca. Naród bez książek jest głupi. I każdej władzy zależy, aby obywatele nie czytali. Książki palił Watykan, palili faszyści. Socjalizm z jednej strony zlikwidował analfabetyzm, ale  lepiej było nie czytać Orwella albo Hrabala. 

A skoro już jesteśmy przy naszej południowej granicy, to nie mówimy, że tak jest w państwach pokomunistycznych. W Czechach tylko w 2% gospodarstw domowych nie ma domowej biblioteczki. U nas ten wskaźnik w 2016 roku wyniósł aż 41%. Ponad 16% mieszkańców kraju, w którym żyję, przyznaje, że przez rok >> NIC << nie przeczytało, co ma więcej niż 3 strony! Książki, gazety, artykułu, newsa, czegokolwiek. Nic, kompletnie. Jak to możliwe? Nie wiem, ale na tym tle powiedzenie popularne w USA „głupi jak Polak mniej drażni. Nie uważacie, że coś złego się dzieje?

Ktoś powie, że to statystyka. Hejterzy napiszą, że nie jestem prawdziwym Polakiem, ulegam propagandzie prawicy/lewicy* (*niepotrzebne skreślić) i jestem antyklerykałem. Jasne! Statystyką można manipulować, a nam mądrym się trzymać z daleka. Dlatego, kiedy zaczynałem pisać ten wpis, zebrałem mnóstwo wskaźników, a potem z nich świadomie zrezygnowałem. Jeśli ktoś z Was będzie chciał dotrzeć do konkretnych liczb, wystarczy poszperać w Internecie i zaraz je znajdzie. Tylko po co? Żeby sprawdzić, czy mam rację?

Zastanowimy się gdzie tkwi błąd? Dom, szkoła, kultura?

Wróćmy do sprawy prezentów. Z roku na rok, według badań więcej konsumentów książkę kupuje i ją dostaje. Wciąż około 40% chce książkę dostać i książkę daje, ale jednocześnie coraz mniej książek się czyta. Uważa się, że ten trend w Polsce został zahamowany. To znaczy, że ci, co nie czytali, nadal nie czytają, ale czytających nie ubywa. Na szczęście. Jednak zupełnie inaczej jest w kwestii książki elektronicznej. I bardzo proszę, nie opowiadajcie mi o zapachu papieru…

Książka elektroniczna to podobno nie książka

Pamiętam jak czytałem, że e-booki to narzędzie grafomanów. Jeszcze w 2014 roku zaledwie 3-4% wszystkich czytających książki w Polsce sięgało po edycje elektroniczne, a jednak dwa lata później (2016) do tego samego przyznało się już 6-7% badanych. Złośliwi powiedzą, że to wciąż odsetek w granicach błędu statystycznego, ale jednocześnie zauważam coś, co mnie pociesza. Otóż wśród tych, którzy naprawdę dużo u nas czytają, wyraźnie zarysowuje się pewna tendencja: przyznający się do czytania e-booków czytają więcej, od czytających książki papierowe. Bo czytają, a nie wąchają.


Typowy czytelnik e-książek w Polsce czyta ich ok. 30 w roku. W większości (56%) są to mężczyźni w wieku 25-45 lat, co stoi w opozycji z trendem wśród książek papierowych, gdzie zdecydowanie więcej czytają kobiety. Najpopularniejszym czytnikiem e-booków w Polsce jest produkt Amazonu (66%), drugą pozycję zajmuje PocketBook (11%) na kolejnych plasują się: inkBook (7%) i Kobo (4%). Aż 39% badanych otrzymało czytnik w prezencie. To, według mnie bardzo ciekawe, bo e-booki mają u nas przecież tylko „pod górkę”. Zacznę od tego serwisu, gdzie jest wszystko (prawie)legalne. 

Większość czytelników na myśl o zakupie e-booka, uśmiecha się z politowaniem i szuka go za darmo w necie. Wydawcy traktują je więc jak zło konieczne. Rządzący ich nie rozumieją lub tego nie chcą ze swoją stawką VAT jak za usługę. Nielegalne kopiowanie nie tylko e-bookom nie pomaga, ale  hamuje ich rozwój. Tak, książka papierowa, szczególnie wydana współcześnie, to z pewnością piękny przedmiot (chociaż dawne wydania mają również swój niezaprzeczalny urok). To sprawia, że świetnie nadaje się na prezent. Pachnąca, kolorowa o idealnych proporcjach i atrakcyjnej fakturze. Nie to, co e-book. Tylko, że e-book służy do czytania, a książka papierowa ostatnio coraz rzadziej. 

Książka pod choinkę to dla czytających nietrafiony prezent

Do tego jest praktyczna, trwała i dość droga – co podnosi jej prestiż. Nie wymaga energii elektrycznej do działania i trudno ją zepsuć. Nie potrzeba żadnych umiejętności (poza czytaniem), aby móc ją obsługiwać. Bardzo łatwo ją zapakować w ozdobny papier. Można nadać jej indywidualny charakter prostym zabiegiem: wystarczy kilka ciepłych, ważnych zdań gdzieś na początku z datą i słowami: kochający, najdroższej, ukochanemu i już! A e-book? Bezduszny, brzydki i tylko do czytania. No właśnie. Pamiętajmy, że książka jest nie tylko namacalnym przedmiotem, ale to nośnik pewnej idei.


Książka przekazuje myśli, opowieści, historie. Jest wspaniałym towarzyszem. Potrafi niczym alkohol uderzyć do głowy i ma w sobie wielką moc. W tym ujęciu e-book to także książka. Jeśli chcecie obdarować kogoś książką, zróbcie to, ale tylko, jeśli obdarowany będzie chciał takiego prezentu. Bo, jeśli książka ma trafić na półkę, po to, by stać tam bezczynnie i się kurzyć, nie róbcie tego. Nie wybijajcie umierającego gatunku, który – zresztą – tak, pewnie niebawem wyginie. I pamiętajcie, książka może być papierowa i elektroniczna. Jest przeznaczona do czytania. Przede wszystkim. 

Nie kupujcie książek, jako prezent pod choinkę! To fatalny pomysł! Przecież czytanie dostarcza wiedzy, rozrywki, rozwija intelektualnie. Może zmieniać światopogląd. Taki prezent na dodatek, dla kogoś, kto nie czyta, obrzydliwie wygląda. No, chyba że kupujecie ją komuś, kto woli wąchać i się nią chwalić, niż ją czytać. To, co innego. Nie kupujcie jej też tym, którzy zamiast patrzeć i wycierać kurz z grzbietów na półkach, wolą czytać. Im możecie z czystym sumieniem kupić bezduszny czytnik. Będą szczęśliwi, bo oni zamiast opowiadać, chwalić się, wąchać i pokazywać książki je... czytają.
--
fot. www.sxc.hu, archiwum autora 

2 komentarze:

  1. Czytałam, czytam i pewnie będę czytać.
    Rok 2018 zakończyłam liczbą 136 przeczytanych książek, w tym tylko 27 niepolskich autorów.
    Najmilszy prezent - książka z mojej listy :-D lub zgodna z moimi upodobaniami. Najbliżsi dostęp do listy mają i np. w tym roku dostałam 5 książek i bardzo z nich się cieszę.
    Sama też najchętniej daję książki, bo prawie każdemu potrafię dobrać coś, co zainteresuje lub będzie przydatne :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Ja też czytałem, czytam i jeśli tylko zdrowie pozwoli, będę czytać. Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że istnieją ludzie nieczytający z wyboru. Rozumiem, że można nie lubić jakiegoś gatunku, można nawet nie lubić książek, ale żeby nic nie czytać? Gazety, artykułu? To wręcz jest fascynujące. Jednocześnie przyznaję, że z Twoim wynikiem znacznie zawyżasz nie tylko polski, ale i średni wskaźnik „czytalności”. Pięknie! Tym bardziej że celujesz w rodzimą literaturę. Szkoda, że niestety nie należysz do większości. Na Nowy Rok Ci życzę Ci utrzymania formy. Pozdrawiam.

      Usuń

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Mojej nowej powieści nie będzie

Nie pojawił się tutaj jeszcze żadem wpis, sygnowany cyferką 2019. A blog bez przynajmniej jednego wpisu tygodniowo podobno bardzo szybko um...