10 września 2018

Skuteczny marketing, a self-publishing

Dziś dla samodzielnie publikującego autora – zresztą dla tych tradycyjnych również – brak istnienia w mediach społecznościowych to wielki błąd. Konta w wielkiej trójce (Facebook, Twitter Instagram) są niezbędne. Trudno sobie wyobrazić skuteczne promowanie bez nich własnej twórczości.  

Oczywiście można do promocji w socjal media wykorzystywać również YouTube, Google Plus (i ja tak robię) Pinterest czy Linkedin. Dobrym pomysłem są również konta w serwisach stricte książkowych. U nas, mamy do wyboru LubimyCzytać, BiblioNETka, NaKanapie a w wersji międzynarodowej, na przykład serwis GoodReads.  Najlepiej oczywiście „być” wszędzie i "być" dobrze, chociaż niektórzy powiedzą, że lepiej nie „być” nigdzie, niż robić to źle. Skuteczność marketingu w poszczególnych serwisach społecznościowych jest różna, bo ich specyfika także. Trzeba również pamiętać, że media społecznościowe to tylko jeden z możliwych kanałów promocji, ale jeden z najważniejszych i bardzo skuteczny, szczególnie jeśli jest wsparty innymi. 

Uwaga! To tylko moje zdanie. Możesz się z nim zgadzać lub nie zgadzać, chętnie przeczytam, co masz do powiedzenia. To mój sposób działania. Dla Ciebie nie musi on być równie skuteczny. A nawet więcej – możesz mieć sposób działania inny, skuteczny o wiele bardziej, niż mój. Jedną z cech autorów samodzielnych jest kreatywność, zatem jeśli działasz inaczej, nie ma w tym absolutnie niczego dziwnego. To, co jest dobre dla mnie, nie musi być dobre dla Ciebie i vice versa, rzecz jasna. 

Wracając do tematu: skuteczny marketing w czasach Internetu wymaga, by istnieć również w wyszukiwarkach z własną, estetyczną i dobrze zbudowaną stroną autorską. Najlepiej stroną na domenie z imienia i nazwiska, pseudonimu, tytułu książki lub innej, krótkiej, łatwej do zapamiętania z popularnym rozszerzeniem (pl, com, net). Dobrze jest jeszcze prowadzić blog, wspaniale mieć bazę adresów i móc od czasu do czasu wysłać do odbiorców jakiś nienarzucający się newsletter. Pamiętaj! Nikt spamu nie lubi, a informacje muszą być aktualne.  To ważne. 

Wiem, że to wymaga sporej samodyscypliny i kosztuje wiele wysiłku oraz poświęcania swojego wolnego czasu, który można byłoby przecież przeznaczyć na przykład na pisanie kolejnej powieści. Z doświadczenia jednak wiem, że spadek aktywności w obszarze działań marketingowych zawsze przekłada się na zmniejszenie sprzedaży. Wiem to z doświadczenia. Czyli, niestety okazuje się, że promowanie siebie to zwykle konieczność. Niektórzy to lubią, dla innych to wada publikowania z dala od głównego nurtu wydawniczego i niezależnie od wydawnictw. 

Jedną z najważniejszych cech autorów działających poza głównym nurtem wydawniczym jest ekspansywność. Szukamy kontaktu z odbiorcą. Media społecznościowe się do tego świetnie nadają. Oczywiście, autorzy (i wydawnictwa) działający tradycyjnie również wykorzystują do celów marketingowych to, co działa. Często jednak kontakt rzekomego autora z odbiorcą tym kanałem odbywa się za pośrednictwem specjalnie opłacanych ludzi (agencji marketingowych) – wspaniale, jeśli są oni do tego specjalistami. Autorzy indie rzadko mają taki komfort, dzięki temu są jednak autentyczni. To ogromne pole do zagospodarowania dla niezależnie działających autorów. 

Tematowi skutecznego promowania poświęciłem fragment mojego poradnika dla samopublikujących autorów ze świadomością tego, że na ten temat powstało wiele obszernych dzieł. Niektóre z nich są nawet o większej objętości niż 500 stron mojego poradnika. Mam jednak  wrażenie, że najważniejszą zasadą w pisaniu o tym całym ogromie kanałów promocyjnych jest ta, która mówi, że żeby być skutecznym, trzeba bezwzględnie działać autentycznie regularnie. A to oznacza zamieszczanie nowego wpisu najlepiej co kilka dni. Innymi słowy, jeśli uchwycisz kontakt, staraj się go nie tracić i utrzymywać. I dawać coś, co jest prawdziwe i wartościowe, chociaż z drugiej strony...

Jeden z najpopularniejszych blogerów w Polsce, w swojej książce pisał, że nieistotne przy tym, czy post jest wartościowy. Istotne, żeby był kontrowersyjny, najlepiej obrazoburczy, generujący dyskusje i silne emocje. Warstwa merytoryczna jest tutaj nieważna. Jeśli ludzie się wkurzają, to generuje ruch na stronie. Nie zgadzam się – zawsze starłem się publikować informacje, które przynajmniej niektórym coś dadzą (ale pewnie dlatego nie jestem gwiazdą polskiej blogosfery!). Uważam, że warto publikować często, szczerze i dawać wiedzę. Najlepiej, by była unikalna i zdobyta na podstawie własnych doświadczeń. Dlatego też napisałem Biblię #SELF-PUBLISHINGu.

Warto znać się na tym, co się robi. Mam tego pecha, że uczę się na własnych błędach. Pokłosiem tego jest na przykład przejęcie kilka tygodni temu mojego konta na Instagram przez pewnego hackera. Na szczęście wszystko wróciło do normy i znów Aleksander Sowa jest na Instagramie. Tyle że muszę zaczynać od nowa. Mówią: wzmacnia mnie to, co mnie nie zabije, ale zapewniam, nie warto uczyć się na swoich błędach. Najlepiej uczyć się na błędach popełnionych przez innych, to dużo mniej kosztowne oraz bolesne.  O innych, bolesnych i kosztownych błędach, jakie popełniłem przeczytasz w moim poradniku i na tym blogu. Mam nadzieję, że dzięki temu, że je opisałem, ich nie powtórzysz. 

Promowanie własnej twórczości wymaga wiedzy, czasu a bywa, że również pieniędzy. W swoim poradniku dla autorów podzieliłem się wiedzą na ten temat, którą zdobywałem przez ponad 15 lat działalności (i błędów, niestety). Wierzcie mi, jest tego sporo, powstała o tym nawet praca licencjacka (1). I jestem pewien, że wiedza z poradnika BIBLIA #SELF-PUBLISHING-u jest niezbędna dla każdego autora, który chce wejść na drogę samopublikowania i pisarstwa niezależnego. Tak samo, jak socjal media są niezbędne dla skutecznego marketingu utworów wydanych bez wydawnictwa, kosztownej reklamy i wsparcia mediów. No, dosyć autoreklamy! Wróćmy do meritum.

W tej branży się wiele zmienia. Na razie jedno jest pewne: nie ma obecnie bardziej efektywnego a jednocześnie tańszego kanału promocyjnego, który może być z powodzeniem wykorzystywany przez niezależnie działających autorów, niż media społecznościowe. Idąc tym tropem, wszystkich zainteresowanych wiedzą, którą tutaj się z Wami dzielę, tym, co się u mnie dzieje i jakie mam plany wydawnicze zapraszam na swoje kanały, stronę www i do zapisania się na newsletter. Pozostańmy w kontakcie, bo już za tydzień, nowy, arcyciekawy wpis na temat nadchodzącej premiery. 
---
(1) Działania promocyjne self-publishera na podstawie aktywności Aleksandra Sowy. Praca licencjacka pod kier. Dr Ewy Jabłońskiej-Stefanowicz. Wrocław: Uniwersytet Wrocławski Wydział Filologiczny, 19 listopada 2016 r. 

2 komentarze:

  1. I ja jestem zwolennikiem podawania rzetelnych wiadomości, z których można się czegoś dowiedzieć, nie lubię kontrowersyjnych i denerwujących blogów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, ja też. Jednak trzeba to sobie jasno powiedzieć: jeśli komuś zależy, przede wszystkim na popularności to nie jest to droga najlepsza. Mamy zresztą takie, czasem jaskrawe przykłady. Ci blogerzy, którzy wyrażają swoje poglądy w kontrowersyjny sposób – najlepiej przy tym ostro i w niewybredny sposób krytykując innych – mają bardzo szybko rosnącą oglądalność. Chyba tak już po prostu jest, ludzie lubią oglądać skandal, krew, walkę i takie tam, prymitywne zachowania. Mam zresztą wrażenie, że ta tym opiera się dzisiaj szerokopasmowe dziennikarstwo, niestety.

      Usuń

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Biblia #SELF-PUBLISHINGu już jest!

Z przyjemnością i satysfakcją informuję, że od dawana zapowiadany poradnik dla samopublkikujących autorów pt. Biblia#SELF-PUBLISHINGu od ...