Bohater cyklu astronomicznego

Dobry bohater jest niczym lokomotywa napędzająca fabułę. Naprawdę dobry bohater pociągnie nie jedną fabułę, ale cały cykl. Fascynujący bohater sprawia, że chcemy przewracać strony i kupować kolejne tomy. Dlatego wielu autorów ma właśnie takich, seryjnych bohaterów.

Zacznę od niekwestionowanej gwiazdy. Gwiazdy tak błyszczącej, że kiedy Arthur Conan Doyle zdecydował się ją uśmiercić, czytelnicy zaprotestowali czarnymi przepaskami na ubraniu. Nic dziwnego. Po pociągnięciu fabuł czterech powieści i pięćdziesięciu sześciu opowiadań z Sherlockiem Holmesem można się zaprzyjaźnić. I go pokochać, taki z niego as.

Agatha Christie wymyśliła Herkulesa Poirot z wąsikiem, Erle Stanley Gardner Perrego Masona o przenikliwej inteligencji, Jo Nesbø bezkompromisowego Harrego Hole, Camilla Läckberg lokalnego glinę Patrika Hedströma, a Harlan Coben błyskotliwego Myrona Bolitara.  Są lokomotywami genialnych fabuł, za które pokochali ich czytelnicy. I wydawcy, bo zarobiono na nich miliony.

À propos. Stieg Larsson stworzył bestsellerową trylogię. Na tyle bestsellerową, że postacie Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander pojawiły się – jakkolwiek trąci to oksymoronem – w jej czwartej części. Co ciekawe, w części, której Larsson nie tylko nie zdążył ukończyć, ale także zupełnie innej niż została wydana. I sprzedana w dwu i pół milionowym nakładzie.

Larsson planował, że Millennium będzie miała dziesięć tomów. Czwarty tom ukończył w trzech czwartych. Gotowe były też szkice dwóch kolejnych, kiedy zabił go zawał. Manuskrypty zostały w komputerze partnerki, z którą – jak twierdzą ich przyjaciele – pisarz konsultował wszystkie fabuły. Niektórzy podejrzewają Evę Gabrielsson nawet o ich współautorstwo.

Niestety Gabrielsson nie będąc żoną pisarza nie ma praw do dokończenia przygód Blomkvista, chociaż chciałaby to zrobić. Prawa przypadły ojcu i bratu, z którymi notabene pisarz utrzymywał raczej chłodne relacje. A, że martwych się nie pyta o zdanie, więc spadkobiercy zdecydowali, by to David Lagercrantz napisał czwartą część serii. Niestety, zupełnie od nowa.

Kochamy bohaterów, nie fabuły. Nie ma też co kryć, że seryjni bohaterowie się nieźle sprzedają. To naturalne, że czytelnik, jeśli raz pokocha postać stworzoną na potrzeby opowiadanej historii (a ona spełni jego oczekiwania), chce poznać dalszy ciąg jej literackich losów. A, że bohaterowie rodzą się w sercach autorów, my też chcemy im przedłużać życie.

Krajewski ma Mocka, Bonda Meyera, Słomczyński Alexa, Mróz Forsta i Chyłkę, a Ćwirlej komisarza Fischera. Słowacy mają Richarda Krauza z „Czerwonego kapitana” a  Dán sławę nad Wisłą. Wprawdzie bardziej z powodu filmu, ale bohater wyjściowo jest literacki. Mamy demokrację i nikt nie ma pretensji, że Polcy i Polaki wolą oglądać niż czytać. Serie się dobrze sprzedają i basta.

Seryjny bohater to nie tylko literatura i kryminał, bo świetnie się sprawdza w innych gatunkach. Wprawdzie Pan Samochodzik  Nienackiego nie przypomina Greya pani James, obaj jednak, w pewnym sensie to Supermeni. Hannibal Lecter fascynuje nas w thrillerach Thomasa Harrisa, a James Bond w powieściach szpiegowskich Ianay Fleminga.

U mnie, żaden z bohaterów nie pojawił się drugi raz, chociaż popełniłem łącznie osiem powieści i kilkanaście opowiadań. Żaden, z małym zastrzeżeniem. Żaden, ponieważ moja najnowsza powieść („Punkt Barana”) jeszcze się nie ukazała i stanie się to latem, a czytelnicy znajdą w niej komisarza Emila Stompora znanego z wydanej w 2010 roku „Ery Wodnika”.

„Punkt Barana” to kontynuacja „Ery Wodnika”. Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie pięć lat po wydarzeniach opisanych w pierwszej powieści. Oprócz Emila Stompora w „Punkcie Barana” znajdzie eię jeszcze jedna postać znaną z pierwszej części – szczegółów oczywiście nie zdradzę. Książka jest już dawno skończona, po redakcji, korekcie. Miała ukazać się na wiosnę, ale na razie spokojnie czeka, a ja piszę.

Kolejną powieścią z Emilem Stomporem będą „Gwiazdy Oriona” (tytuł roboczy), która w tej chwili znajduje się w bardzo zaawansowanej fazie. „Gwiazdy Oriona” to prequel „Ery Wodnika”. Jej akcja rozgrywa się w początku lat 90. XX wieku na Śląsku, a młody Emil Stompor bierze udział w ściganiu seryjnego mordercy kobiet. Bardzo się staram, by ten tom był najbardziej mroczną częścią cyklu.

Przyznam, że powołując do życia Emila Stompora nie brałem pod uwagę, że pojawi się on gdziekolwiek indziej, niż poza „Erą Wodnika”. I dlatego chronologia cyklu „astronomicznego” mocno kuleje. Zakładam, że na serię złoży się cztery lub pięć tytułów. Nie mam pewności co do ostatniego zdania, zatem nie będę zdradzał nic więcej na ten temat. Jedno jest pewne.

Cykl przygód mojego bohatera zamknie „Klątwa Artemidy” (tytuł roboczy). Akcja powieści będzie rozgrywać się z zupełnie nowej, dotąd niespotykanej scenerii i będzie dalszym ciągiem wydarzeń opisanych w „Punkcie Barana”. Oprócz Emila Stompora pojawią się dwaj inni, znani z „Punktu Barana” bohaterowie. Istnieje już szkic powieści i kilka rozdziałów.

Cechą wspólną części cyklu, oprócz postaci Emila Stompora i „astronomicznego” tytułu jest to, że w fikcyjną fabułę wplatam wątki oparte na prawdziwych wydarzeniach. Każdą książkę można czytać niezależnie od pozostałych, wszystkie części są powieściami kryminalnymi z domieszką thrillera, sensacji oraz powieści psychologicznej z wątkiem politycznym w tle.

Mam nadzieję, że „Punkt Barana” będę mógł Wam wkrótce zaprezentować. Jeśli spodobała wam się „Era Wodnika” i jesteście zainteresowani dalszymi przygodami Emila Stompora  zapraszam tutaj za jakiś czas. Niedługo opowiem, od czego się zaczęła „Era Wodnika”, jak stworzyłem swojego bohatera, jak pracowałem nad „Punktem Barana i o... muzyce w moich książkach. Zapraszam.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Książki dla (prawie) pisarzy

Człowiek przed klawiaturą nie różni się wiele od muzyka, stolarza, hydraulika czy pracownika zakładu przetwórstwa mięsa, albo zawodnika upr...