3 września 2018

Przekleństwo ciągłych poprawek

Wbrew pozorom, w przypadku wielu autorów pisanie nie jest najważniejszym etapem tworzenia. Nie jest również etapem najbardziej czasochłonnym, najtrudniejszym, żmudnym czy denerwującym. Dla mnie najtrudniejszą fazą pisania jest poprawianie. 

Podobno dobrzy pisarze dzielą się na gatunki. Są czarodzieje rodzący piękne zdania, których książki są skąpe w dialogi. Inni (nazwijmy ich gawędziarzami) tworzą stylem oszczędnym, zwięzłym, który dobrze się czyta. Trzeci gatunek to nauczyciele, których moralizatorstwo jednak nie męczy. Nabokov stworzył arcydzieła, King bije rekordy sprzedaży, a Larsson nie zanudził czytelnika, przemycając przy tym pewne idee. Nawet jednak będąc geniuszem, niedobrze zatracić się w którymś kierunku. Trzeba pisać i skreślać.

Sposób na dobrą książkę jest prosty: 
trzeba skreślać bez litości

Każdy autor pracuje inaczej, każde dzieło jest inne. Tworzymy lepsze i gorsze utwory, a styl naszej prozy, wraz z czasem i dojrzewaniem ewoluuje w którymś z kierunków. Warto jednak wiedzieć, że czarodziej musi mieć wielki talent, gawędziarz powinien tworzyć świetne historie, a moralista powinien unikać (za)nudzenia odbiorcy. Sposób na to jest prosty: jeśli czegoś jest w rękopisie za dużo, manuskrypt należy poprawić. Czyli skreślać bez litości.  

Kiedyś postanowiłem, że moje książki będą dawać rozrywkę. Będą napisane językiem prostym i oszczędnym w środki stylistyczne. Czasem zmieniam narrację i kompozycję. Usuwam to, co jest zbędne. Najważniejszy jest u mnie bohater, którego charakter pokazuję w działaniu, a nie w opisie. Chcę dawać dobrze opowiedziane historie. I chyba dlatego, wciąż tyle poprawiam. Ostatnią powieść pisałem 15 miesięcy, tymczasem...


Wielkie dzieła powstają latami, albo w kilka dni

Dumas (ojciec) pierwszy tom „Kawalera de Maison-Rouge” stworzył, w 3 dni. W podobnym czasie King (jako Richard Bachman) stworzył „Uciekiniera”. W tym samym czasie powstał „Chłopiec w pasiastej piżamie” (Boyne). Spillane, pierwszą część przygód detektywa Hammera napisał w 9 dni. Dostojewski potrzebował 26 dni, by napisać „Gracza”. Pilipiuk i Mróz wypuszczają po kilka tytułów na rok.  Tempo ich pracy - jak widać zresztą - mnie osobiście powala, bo wiem, że jest ono zdecydowanie nie dla mnie. 

Bułhakow pisał „Mistrza i Małgorzatę” 13 lat, ostatnie poprawki wprowadził miesiąc przed śmiercią. Powieść przeszła 6 lub 8 redakcji. Nabokov tworzył „Lolitę” 6 lat. Márquez „Sto lat samotności” napisał w 18 miesięcy. Hemingway poprawiał „Pożegnanie z bronią” 38 razy, a Proust zmarł, nie dokończywszy ostatnich tomów „W poszukiwaniu straconego czasu”. Genialne utwory. Tempo ich napisania robi na mnie również wrażenie. Tym bardziej że po napisaniu własnych dzieł, rozumiem, iż każdy autor tworzy inaczej!


Jest nowa powieść! 
Właśnie skończyłem poprawiać!

Dla jednych ważniejsze jest pisanie, dla innych poprawki. Chyba należę do tych drugich. Nauczony błędami samopublikującego autora (nie udało mi się ich uniknąć) staram się maksymalnie dopracować książkę. Tak, by była możliwie idealna. Dlatego wybaczcie, że musicie czekać na „Gwiazdy Oriona”. Mam jednak wiadomość: właśnie ją skończyłem. Teraz pracuje nad nią redaktor. Mam nadzieję, że niebawem będziecie mogli przeczytać o początkach Emila Stompora, a powieść będzie dopracowana i Was nie zawiedzie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Książka jest gorsza niż film, cz. III

W poprzednich dwóch wpisach , z pomocą przykładów starałem się udowodnić, że wyprodukowano filmy, które powstały na kanwie dzieł literackic...