16 maja 2018

Redaktor na wagę złota

To naturalne, że trafiające do rąk czytelnika dzieło jest rezultatem pracy redaktora oraz aktu tworzenia pisarza. I zwykle wynikiem jakiegoś kompromisu pomiędzy nimi. Pytanie, gdzie się jednak kończy pisanie, a gdzie zaczyna redakcja? 

Niedawno widziałem film pt. „Geniusz”. Wspominam o nim, ponieważ to dzieło podwójnie biograficzne. Jego twórcy ukazują w nim skomplikowane relacje łączące autora i jego redaktora. Ukazano w nim, jak wielki wkład w ostateczną formę książki mogą mieć ludzie inni, niż autor. Thomasowi Wolfe można zazdrościć trafienia na geniusza. A ponieważ moje książki nie są idealne, film był dla mnie jeszcze ciekawszy.


Na szczęście istnieją ludzie, który utrzymują się z poprawiania tego, co napisali inni. Normalnie powinni być nienawidzeni przez autorów, bo kto lubi wytykanie błędów? Redakcja to jednak bezdyskusyjna konieczność, a dobry redaktor, to skarb nad skarby. Okaz, jaki niestety, trafia się raz na kilkudziesięciu innych. Drogocenny, bo zadowala się co najmniej trzycyfrową stawką za arkusz wydawniczy. I tutaj pierwsza uwaga. 

Są tacy, którzy chcą sporo, a nie dają prawie nic w zamian. Współpracowałem z kilkoma. Wszyscy mają ogromny wpływ na ostateczny odbiór tekstu przez czytelnika. Teoretycznie to autor, a nie redaktor jest ojcem książki, ale redaktor staje się ojcem zastępczym. Zwykle dobre opracowania językowe przynosi wiele korzyści. Na pewno jednak niefachowość i zbyt głęboka ingerencja w tekst, przynosi nieodwracalne szkody.

Wprawdzie do czytelnika trafia tekst napisany poprawnie, ale staje się drewniany, mdły, płaski i bez polotu. Powieść przypomina rozprawkę z języka polskiego w trzeciej klasie liceum, a nie zgrabne językowo dzieło. Dlatego staram się oddawać do redakcji teksty wymagające tylko niewielkich zmian. I szukam takich fachowców, z którymi współpracuje się dobrze. Niech pozostawią mój styl, usuną błędy i dobrze doradzą.

Grandage w swoim filmie przedstawia Maxa Perkinsa, jednego z najwybitniejszych redaktorów w historii literatury amerykańskiej. Możliwe, że bez jego pracy wielkie dzieła Hemingwaya, Fitzgeralda i Wolfe’a nigdy by się nie ukazały. Na pewno nie byłyby takie, jakimi czytamy je dzisiaj. Widzimy, że rolą redaktora nie jest tworzenie, ale przede wszystkim podpowiadanie autorom, jak czynić ich książki jeszcze lepszymi. 

Nie wszyscy redaktorzy, z którymi współpracowałem, pomogli moim książkom.  Przeciwnie, w swojej historii mam również wstydliwe i negatywne doświadczenia. Przeczytasz o nich (i innych tematach związanych z samodzielnym publikowaniem) w moim poradniku dla niezależnych autorów. Jedno jest pewne. Warto głęboko przemyśleć wybór, który może pomóc uczynić twoje dzieło wielkim… lub je zniszczyć. 

Nie oszukujmy się. Nawet drogi, doświadczony i bardzo dobry redaktor nie uczyni z dzieła, bez potencjału, kolejnych  „Komu bije dzwon”, „Wielki Gatsby” czy „Spójrz ku domowi, aniele”. Granica między pracą autora i redaktora jest subtelna oraz ruchoma, lecz tylko pierwszy tworzy dzieło. Rolą drugiego jest przede wszystkim przekazanie rynkowi dzieła lepszego, dopracowanego i atrakcyjnego komercyjnie. 

Mam w dorobku kilka powieści, nowele, opowiadania. Na półce są też książki tematyczne i poradniki. Wydawałem je sam lub w wydawnictwach. Nie są idealne. Działałem z wieloma ludźmi książki: redaktorami, korektorami i tłumaczami. Każdy w jakiś sposób zmienił moje książki. Niektórzy uczynili je – mam nadzieję – lepszymi. I tym, bardzo dziękuję. Bo dobry redaktor, naprawdę jest na wagę złota. Dosłownie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Zobacz, jak nas oszukują wydawcy

Niedawno pisałem o tym, dlaczego obecnie książki są dłuższe , niż jeszcze kilkanaście lat temu, upatrując w tym spisku żądnych wielkich pie...