17 grudnia 2018

Czy to koniec książki po polsku w Amazon?

W poradniku dla samopublikujących autorów pt. „Biblia SELF-PUBLISHINGu” napisałem, że CreateSpace to niemal idealna platforma dla publikującego papierowe książki autora. Dziś, niestety, mogę napisać, że to nieprawda. Zdanie jest już nieaktualne, bo nadszedł koniec CreateSpace. Serwis zakończył działalność, ale...



Zaczęło się w roku 2000. Powstała platforma dla samodzielnie publikujących autorów o nazwie BookSurge. Dzięki niej, samodzielnie wydający autorzy mogli przygotowywać do druku oraz wprowadzać do sprzedaży online książki, drukowane w technologii print on demand. Dwa lata potem powstał CustomFlix umożliwiający niezależnie tworzącym produkcje filmowe publikowanie i sprzedaż filmów na płytach DVD w podobnym modelu jak książki drukowane na życzenie. 

W 2005 r. obie firmy nabył Amazon. Dwa lata poźniej CustomFlix zmienił nazwę na CreateSpace, a w październiku 2009 r. BookSurge włączono do CreateSpace. Od tego czasu serwis oferował świadczone wcześniej przez prekursorów usługi pod jedną nazwą na całym świecie. Oprócz książek umożliwiał publikowanie filmów oraz muzyki. Dla autorów wydających swoje książki jest ważniejsze, że serwis umożliwiał ich proste i tanie wydawanie.  Tak było między innymi ze mną. Było naprawdę nieźle.

Przyszedł czas na podsumowanie

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz się tam zalogowałem i włączyłem swoje publikacji do oferty. Przypuszczam, że około 2014 roku. Może trochę wcześniej albo nieco później. Od tego czasu, dzięki CreateSpace sprzedałem niemal 900 egzemplarzy moich, drukowanych na życzenie książek. Najwięcej sprzedało się powieści „Koma”, bo ponad 220 egzemplarzy, co daje jakieś 450 USD zarobku. Jest to kwota, jaką wykłada się za dobrą redakcję oraz pojedynczą korektę powieści o długości ok. 10-12 arkuszy. Nic wielkiego, ale też niemało. Akurat na koszty wydania.

Co dobre jednak szybko się kończy. Od jakiegoś czasu zdawałem sobie sprawę, że koniec serwisu jest bliski. Przeczuwałem, że nadejdą zmiany i pisałem nawet o tym w „Biblii #SELF-PUBLISHINGu”. Miałem jednak nadzieję, że koniec nie najdzie aż tak szybko. Liczyłem, że w pierwszym kwartale przyszłego roku uda mi się „dobić” do okrągłego tysiąca sprzedaży. Niestety, wiadomo już, że to się już nie może udać. Os tanią książką, jaką opublikowałem dzięki CreateSpace, jest „O człowieku, który patrzył w niebo”. Umieściłem ją w serwisie pod koniec lutego 2018 r. 
Co zapowiadało koniec?

Jeszcze jesienią ubiegłego roku (2017) przestała działać księgarnia CreateSpace. To było, co najmniej zastanawiające. Pod koniec kwietnia 2018 roku nie można było już publikować nowych książek. Zaraz potem wyłączono dodatkowe usługi (z żadnej nie skorzystałem) tj. np. płatna redakcja, skład czy profesjonalny projekt okładki. W lipcu 2018 r. zwolniano 58 pracowników w biurze North Charleston w Południowej Karolinie oraz ogłoszono, że w niebawem świadczone usługi zostaną przekazane innemu serwisowi. Pod koniec sierpnia 2018 r. w anglojęzycznym Internecie zawrzało. U nas cisza. 

Nietrudno było się domyślić, że będzie to KDP Amazon, w którym zresztą od jakiegoś czasu pojawiła się możliwość testowania takiej samej usługi. W sierpniu 2018 roku to oficjalnie potwierdzono. Pojawiły się komunikaty zachęcające do przeniesienia oferty do KDP Amazon. Kilka dni temu zapowiedzi stały się faktem. Nie tylko nie można już publikować w CreateSpace, ale nie ma nawet możliwości zalogowania się w serwisie i wglądu w statystyki. Tym samym CreateSpace i Kindle Direct Publishing (KDP) stały się jedną, nową usługą: KDP Print. Czy KDP Print jest lepszy niż CreateSpace? To się prawdopodobnie dopiero okaże. Już jednak można coś przeczuwać. 

Co się zmieniło po końcu CreateSpace?

CreateSpace od dawna istniał przede wszystkim, jako satelita Amazonu. Prawie 90% sprzedanych przeze mnie książek z CreateSpace sprzedano w księgarni Amazon. Tak zwana „szeroka dystrybucja” (Expanded Distribution) stanowiła u mnie zaledwie ok. 10-15% wszystkich zamówień. To, co teraz KDP Amazon oferuje zamiast CreateSpace, łudząco przypomina wcześniej stosowane rozwiązania, chociaż w kilku przypadkach zauważyłem bardzo istotne dla nas, autorów z Polski, różnice. Dodam jednak, niestety.

Po pierwsze język. O ile w CreateSpace można było publikować po polsku, to KDP Amazon naszego języka oficjalnie nie wspiera. Wprawdzie w CreateSpace nie można było stosować „ogonków” w opisach na stronie i tytułach, to jednak bez trudu można było opublikować książkę w języku polskim z wszystkimi naszymi znakami. Obawiam się, że ta zmiana może oznaczać zniknięcie z oferty Kindle Store moich papierowych książek. Byłoby trochę szkoda, zważywszy, że mniej więcej 25-35 czytelników miesięcznie decydowało się na ich zakup. Sporo. 

Druga sprawa to rozliczenia. CreateSpace rozliczała się z autorami z wykorzystaniem czeków, co jak przypuszczam, zniechęcało wielu mieszkających nie tylko w Polsce, ale również w Europie autorów. To, teoretycznie, zmiana na lepsze. Tylko, co nam po takiej zmianie, skoro wciąż Amazon nie zauważa języka, którym posługuje się ponad 40 milionów ludzi? Niektórzy pewnie pamiętają, jak Amazon wielokrotnie blokował e-booki w Kindle Store po polsku. Mam nadzieję, że może jednak moje książki po polsku nie będą blokowane. 

Nie wspieramy języka polskiego i już!

Nadzieje, mogą jednak zostać tylko nadziejami. Wprawdzie USA to oficjalnie dla nas największy sojusznik i niebawem będziemy mieć bazy US Army w naszym kraju, to jednak żeby do USA pojechać, musimy mieć wizę, a Amazon wspiera czasem bardzo egzotyczne języki, ale nie nasz, ojczysty.  I nie o samą politykę tu chodzi, bo Amazon „sugerował” przeniesienie swoich książek z CreateSpace do KDP już od kilku miesięcy. Chodzi o to, że jesteśmy przez Jeffa Bezosa systematycznie olewani. Dla Amazonu się, po prostu w ogóle, nie liczymy. Więc zwlekałem, zwlekałem…

Dalej się już nie dało. Wybór był prosty: koniec moich książek z CreateSpace albo przeniesienie do KDP Amazon. Teoretycznie katalog tytułów miał zostać przeniesiony jednym kliknięciem. W wypadku kilku moich utworów opublikowanych po angielsku (lub po niemiecku) tak się rzeczywiście stało, ale dla wszystkich polskojęzycznych dzieł pojawił się komunikat „on hold”. Możliwe, że się mylę, ale prawdopodobnie już – niestety – tak pozostanie. To raczej oznacza koniec sprzedaży moich książek papierowych w Amazon. Sądzę, że to kwestia czasu. Pytanie tylko kiedy to nastąpi?

Oczywiście nie tylko moich książek, ale wszystkich innych po polsku i w językach innych niż 35 oficjalnie wspieranych przez amerykańskiego giganta. Pozostałe różnice między Kindle Direct Publishing (KDP) a CreateSpace są raczej kosmetyczne. Zaliczam do nich np. siedem słów kluczowych w opisie dzieła zamiast pięciu lub wydłużony z 30 do 60 dni okres rozliczania płatności wraz ze zmianą systemu z czekowego na rozliczenie przelewem. Okładki będą teraz tylko matowe a dystrybucja rozszerzona m.in. do Kanady, Meksyku i Australii. I można się będzie reklamować. 

Migracja z CreateSpace do KDP Print to koszmar

Wraz z akcją przeniesienia pojawiły się też, raczej nieuniknione komentarze o problemach. Najwięcej skarg dotyczy supportu Amazon. Nic dziwnego, mają ponad 2 miliony tytułów do przeniesienia; coś musi pójść nie tak. A moje doświadczenie z obsługą klienta KDP wskazuje, że nigdy nie jest różowo – szczególnie jeśli publikuje się nie po angielsku. Wielu autorów pisze wprost – migracja to koszmar. Fora pękają w szwach ze skargami i żalami autorów. Można dodawać książki ręczne i przekonać się np., że nowy Cover Creator to już nie to samo. 

W tej chwili nie umiem odpowiedzieć na pytanie, co będzie dalej. Na razie moje książki papierowe teoretycznie wciąż można kupić w księgarniach Kindle Store, niemniej od kilku dni nie sprzedała się ani jedna, chociaż dotychczas, co 1-2 dni notowałem jakieś opłacone zamówienia. Nasuwa się też uwaga, że taki ruch w połowie grudnia, (kiedy sprzedaż papierowych książek jest największa w całym roku) jest, co najmniej, nieprzemyślany. No, cóż. Amazon to światowy gigant. Robi to, co chce. Dawno już do tego się przyzwyczailiśmy. Kto bogatemu zabroni?

Pożyjemy, zobaczymy

Ludzie z Amazon twierdzą, że istnieje ponad tysiąc niezależnych autorów, którzy zarabiają w roku ponad 100 tysięcy USD dzięki sprzedaży swoich książek przez Amazon. Bardzo nie chciałbym, by pozostała ogromna rzesza zarabiających mniej niż 100 tysięcy USD rocznie miała przestać się liczyć. Według mnie, to mało prawdopodobne. Amazon przecież przyjął strategię długiego ogona. Niemniej wielokrotnie gigant z siedzibą w Seattle pokazał nam, że w jego działaniu często brakuje logiki, z naszego punktu widzenia. 

Jeśli rzeczywiście nasz język nie będzie wspierany przez KDP Print, to będzie oznaczało koniec sprzedaży w Kindle Store drukowanych książek miękkiej okładce, wydawanych samodzielnie przez autorów w naszym języku. Wprawdzie ich katalog nie był zbyt liczny, ale i tak byłoby go szkoda, szczególnie dla wielu mieszkających poza granicami naszego kraju rodaków. Chyba że jest jakiś inny sposób na to, aby jednak w KDP Print można było publikować po polsku. Nic mi na ten temat, w tej chwili, nie wiadomo.

Jak na razie moje książki papierowe wydane w CreateSpace są wciąż (jeszcze) dostępne w Kindle Store. Jak długo, to się okaże. Pożyjemy, zobaczymy. Zapowiada się, że w Amazon nadszedł koniec książki po polsku, drukowanej na życzenie. Obym się tym razem mylił.

2 komentarze:

  1. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia przesyłam najserdeczniejsze życzenia. Niech ten piękny świąteczny czas będzie radością oraz nadzieją na spełnienie marzeń. Dużo radości, uśmiechu i przede wszystkim bogatego Mikołaja. Życzy, Purrsephone.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Mojej nowej powieści nie będzie

Nie pojawił się tutaj jeszcze żadem wpis, sygnowany cyferką 2019. A blog bez przynajmniej jednego wpisu tygodniowo podobno bardzo szybko um...