1 lipca 2018

Dziś książka powinna być dłuższa

Książki osiągające komercyjny sukces są dłuższe niż jeszcze 15 lat temu. Dobrze sprzedają się tylko opasłe tomiska. Czy to znaczy, że w dobie pozornego zaniku czytelnictwa chcemy czytać więcej i dłużej? Niekoniecznie. Przyczyna może leżeć zupełnie gdzie indziej...


Szukanie odpowiedzi leży w mojej naturze. Czasem, nawet niestety na proste pytania. Wciąż staram się napisać i wydać najlepszą w życiu książkę. A tak się składa, że właśnie poprawiam kolejną powieść pt. „Gwiazdy Oriona”, między innymi skreślając, co tylko się da. W przerwie zająłem się przygotowaniem postu na ten blog. Post był o tym, jak poprawnie przygotować propozycję wydawniczą, czyli maszynopis...

Nagrywając materiał filmowy na wspomniany temat, trafiłem na serwis WWW wydawnictwa Czwarta Strona. Na ich stronie przeczytałem, że nie przyjmują propozycji wydawniczych o objętości mniejszej, niż 9 arkuszy wydawniczych, licząc 40 000 znaków ze spacjami, za jeden arkusz. Pech chciał, że chwilę później, trafiłem na bardzo ciekawy artykuł opublikowany w brytyjskim dzienniku The Guardian.


Jaka jest optymalna długość dobrej powieści?

Przeczytałem, pomyślałem i zapytałem samego siebie: jaka jest optymalna długość powieści? Czy czytelnicy wolą krótkie formy, czy raczej grube tomy? Czy długość książki ma wpływ na jej sprzedaż, cenę i powodzenie wśród czytelników? Wreszcie spojrzałem na własne dzieła i pomyślałem – jakieś one  cienkie jakby anorektyczne.  I nie uwierzycie, do jakich wniosków doprowadziło mnie zagłębienie się w ten temat. 

Najpierw sobie powiedzmy, że liczenie objętość książki w stronach nie jest właściwe. Dwie takie same książki (ilość wyrazów), w zależności od składu i formatu papieru, mogą mieć zupełnie inną „grubość”. Więc grubość nie może być miarodajną jednostką. A w artykule, posłużono się właśnie taką, nieprecyzyjną jednostką w postaci liczby stron. Od tego jest arkusz, liczba wyrazów/słów lub ostatecznie, znaki ze spacjami. 

W artykule opisano badanie porównujące długości 2,5 tysiąca książek z listy bestsellerów New York Times oraz najczęściej dyskutowane (wg Google). Okazało się, że średnia objętość najlepiej sprzedających się w USA powieści wzrosła z 320 stron w 1999 roku, do 400 w roku 2014, a zatem mamy wzrost o  ¼. Oczywiście nie musi to świadczyć wyłącznie o tym, że książki rzeczywiście są dłuższe – patrz akapit wyżej – niemniej z pewnością to budzi zainteresowanie. Szczególnie autorów i czytelników.  W tym moje.


Dzisiejszy kandydat na bestseller nie może mieć mniej
niż 10 arkuszy  

Padło również stwierdzenie, że wzrost objętości współczesnych książek to efekt popularyzacji e-booków, z czym nie do końca się zgadzam. Faktycznie, „Księgi Jakubowe” (1000 stron!), będą ważyć na czytniku tyle samo, co „Mały Książę”, nawet jeśli pierwszy tytuł będzie w twardej okładce. Jednak argument jakoby książki stawały się dłuższe z powodu e-booków, jest według mnie nietrafiony.  Bardziej nadaje się, jako argument przekonujący miłośników papieru do e-booków, albo w akademickiej dyskusji, co jest lepsze.

Natomiast przemawia do mnie teza, że książki stają się dłuższe, ponieważ przeżywamy zmianę kulturową. Czytelnicy szukają głębokich i wciągających fabuł (a więc długich), ponieważ otacza nas świat informacyjnych skrawków. Internet, newsy, wpisy na serwisach społecznościowych, YouTube, reklamy oraz telewizja to przede wszystkim krótkie formy. Nawet filmy przecież, przerywa się reklamami.  To może być prawda. Chcemy uciekać od rzeczywistości na dłużej, wczytywać się głębiej. 

Dowiadujemy się, że obecnie literacki kandydat na bestsellera, w przypadku zwykłej powieści powinien mieć nie mniej niż 90 tysięcy słów, (to jest nieco ponad 600 tysięcy słów, czyli około 15 arkuszy wydawniczych). Dla powieści historycznych oraz fantasy, gdzie jest, albo powinno być, zdecydowanie więcej opisów, ten próg wynosi nie mniej niż 100 tysięcy wyrazów. Czyli, około 17 arkuszy wydawniczych. Hm… całkiem sporo. Przy okazji wiem, dlaczego nie powinienem już tworzyć zbyt krótkich historii.

Dzisiejsi wydawcy więcej zarabiają na "grubej" książce
niż na "cienkiej" 

Co ciekawe, na początku XX wieku, w USA książki miały średnio długość 30-40 tysięcy słów. To w przeliczeniu daje 5-7 arkuszy wydawniczych. Pamiętajmy jednak, że tamte powieści drukowano odcinkami w czasopismach. Już jednak w latach pięćdziesiątych, kiedy popularny stał się tani format paperback, objętość średniej książki wzrosła do 50 tysięcy wyrazów. Czy zatem tylko zmiana kulturowa i e-booki są tego powodem? Raczej technologia wydawania oraz koszty i zyski (wydawców) mają tutaj znaczenie. 

Wiadomo, że „grubsza” książka nie jest dużo droższa w produkcji, natomiast jest sporo droższa na półce w księgarni.  I na pewno mieliście czasem w księgarni wrażenie, że niektóre dzieła są sztucznie pompowane (polecam wpis na ten temat Rafała Kosika) objętościowo! Bo „grubsza” książka może być droższa. A im większa cena, tym rośnie zysk dla wydawcy, księgarza i dystrybutora. I to właśnie dlatego, według mnie, dziś książka powinna być dłuższa. A o tym, jak nas oszukują wydawcy, napiszę jednak za tydzień. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Książka jest gorsza niż film, cz. III

W poprzednich dwóch wpisach , z pomocą przykładów starałem się udowodnić, że wyprodukowano filmy, które powstały na kanwie dzieł literackic...