2 maja 2018

Autor w czasach Internetu

Co bardziej wpływa na sukces książki: jakość, czy skuteczny marketing? A może jeszcze coś innego? Jedno jest pewne, autor, który nie będzie promował swoich dzieł, ma małe szanse odnieść sukces. Dlatego działania marketingowe są dziś koniecznością. To los autora w czasach Internetu. 

Z pewnością zauważyliście, że mocniej promuję swoją twórczość. Wcześniej nowa notka na blogu pojawiała się co kilka tygodni. Teraz nowy wpis na blogu pojawia się co 5-6 dni, a na Facebooku, Twitterze oraz Google Plus „coś nowego” pojawia się właściwie codziennie. To jednak wciąż za mało. Trzy serwisy social media dziś na pewno już nie wystarczą. 

Mam newsletter strony autorskiej. Mailing pojawia się nieregularnie, ale jego subskrybenci, jako pierwsi dowiadują się o nowościach. Tak było między innymi z nowym filmem na YouTube. A zatem już wiadomo, że również i ten serwis wykorzystuję do utrzymania kontaktu z odbiorcami. Do tego doszedł jeszcze Instagram, od którego przez długi czas się wzbraniałem. Działam jeszcze gdzie indziej. Wierzcie lub nie, ale to wszystko jest bardzo czasochłonne.

Sami wiecie, ile czasu spędzacie w sieciach społecznościowych. Jednak obecność w nich autora w czasach Internetu jest nieodzowna. Autor wydający samodzielnie swoje książki, aby zdobyć czytelników oraz aby utrzymać już kiedyś zdobytych, musi prowadzić działania promocyjne. Najlepiej skuteczne, a to nie oznacza incydentalnych wpisów.  Wspaniale, że mam w tym zakresie nieocenioną pomoc. Bardzo za nią dziękuję.

Ze skutecznością  bywa różnie, bo jak się przyjrzycie mojemu ostatniemu filmowi, to montażu nie ma, autor się jąka, plącze słowa i sprawia wrażenie przesadnie spiętego. Pamiętajmy jednak, że nie każdy dysponuje budżetem pozwalającym na wyprodukowanie „Parku Jurajskiego” i za samodzielnym autorem nie stoją zawodowcy z wydawnictwa, ich doświadczenie, narzędzia oraz pieniądze.   Na szczęście nie tylko to oni decydują o efektach reklamy, ale przede wszystkim odbiorca.   



Działania samodzielnego autora mogą być skuteczne bez funduszy. Bo chodzi o to, aby czytelnik dowiedział się, że autor wydał coś nowego. Coś, czym – być może – warto się zainteresować. A nawet kupić. I promować można na różne sposoby. Najmniej skuteczną metodą, moim zdaniem, jest płatna reklama. Najlepszą – autentyczność. Bardzo pomaga również nazwisko, ale nie tylko.  I obecność w mediach komercyjnych (TV, radio i prasa).

Powieść „Dla niej wszystko” Mariusz Zielke udostępnił za darmo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie film na YouTube, w którym autor opowiadał o groźbach, z jakimi się spotkał, o ile opublikuje swoją powieść. Książka miała być niewygodna dla wpływowych ludzi, więc pracujący na ich usługach prawnicy, starali się zablokować publikację. Autor dementował zarzuty o marketing, ale sieć podchwyciła temat i o sprawie wielu usłyszało.

Bohaterowie książki Joanny Onoszko pt. „Sekretne życie motyli” nie spodobali się polskim wspinaczom.
Według tego środowiska książka miała oskarżać, krytykować, demaskować niezbyt sportowe zachowania, a nawet oszustwa oraz medialne gierki konkretnych nazwisk. Dzieło wywołało burzę w środowisku, do którego było przede wszystkim adresowane. Nie wiem, jak się sprawa skończyła, ale o skandalu przeczytali również, ci, którzy się nie wspinają. 

W 2012 roku o Kominku, czyli Tomku Tomczyku pisano, że jest „najlepiej zarabiającym self-pubisherem w Polsce”. Można było polemizować, ale nie o tym, że swoje pierwsze książki Kominek publikował z wielkim „hukiem”. Internet pękał w szwach od wywiadów, notek i recenzji jego pierwszych poradników. Jego nazwisko działało, jak magnes na odbiorców. Wielu weszło na blog autora, wielu o nim pisało, wielu kupiło jego poradniki.  I słusznie, są bo przydatne i całkiem niezłe.

Podobnie głośny jest przypadek Michała Szafrańskiego, który się bardzo skutecznie promuje. Można powiedzieć, że to modelowy przykład skutecznych działań marketingowych autora wydającego bez wydawcy. Jest blog, social media, liczne wywiady, telewizja, świetne filmy, darmowe fragmenty książki, przedsprzedaż, atrakcyjna oferta, świetny produkt, kulisy produkcji, duża grupa odbiorców i autor w roli eksperta. Wynik to rekordowe cyfry działające na wyobraźnię.

Sprzedaż mojej powieści pt. „Koma” wzrosła, kiedy w kinach pojawił się film inspirowany tą samą historią (pisarza skazanego za zabójstwo).  Mógłbym podawać kolejne przykłady, mniej spektakularne, ale równie skuteczne. Jak widać, czasem liczy się pomysł, ale bywa, że najbardziej pomaga zwykłe szczęście. Z pewnością to nieprawda, że dobra książka się wypromuje sama. Dzieło musi być promowane, aby przyszedł sukces. Inaczej się nie da.

Nawet słaba książka sprzeda się, jeśli jest dobrze promowana. Metody i formy są różne, lepsze lub gorsze, bardziej lub mniej etyczne, droższe i tańsze. Można zatrudniać fachowców, można działać samemu, jeśli się ma wiedzę. O tym wszystkim przeczytasz w moim poradniku dla self-publisherów. Niemal wszystkie chwyty są dozwolone. Trzeba tylko pamiętać, że jeden wpis na miesiąc to mało. Trzeba trzymać kontakt. Zatem do następnego wpisu, pojawi się za kilka dni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze wulgarne, hejt oraz spam będą usunięte.

Czy wydanie książki dużo kosztuje?

Teoretycznie można samodzielnie wydać książkę (również papierową) bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Brzmi nieprawdopodobnie? Nie, taką ...